Nie rozsadził mnie kanibalizm.Nie scena delektowania się ludzkim mięsem.Nie podniecenie bólem.
Rozsadziło mnie to, że Natalia Zawisza – dziewczyna, która pięć lat wcześniej została porwana i w akcie desperacji zabiła swojego oprawcę – zaczyna fascynować się kolejnym potworem.
Pan X nie jest przerażający dlatego, że je ludzkie mięso.On jest przerażający, bo potrafi wejść w psychikę swojej ofiary.
A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Natalia – widząc wszystko, doświadczając wszystkiego – nie odwraca się.Ona zostaje.Ona patrzy.Ona zaczyna czuć coś, czego nie powinna.
W „Dziewczynie z kalendarza” Sebastiana Fitzka padło zdanie, które wróciło do mnie jak echo: ofiary w pewnym momencie zaczynają szukać ujścia swoim traumom w ten sam sposób co ich oprawca. Czasem sami stają się oprawcami.
I tutaj to widać.
Trauma Natalii nie znika. Ona mutuje.Przybiera nową formę.Próbuje odnaleźć sens w chaosie.
Jej fascynacja Panem X nie jest romantyzacją zła.To jest mechanizm.To próba przejęcia kontroli nad tym, co kiedyś ją zniszczyło.
I właśnie to było dla mnie najmocniejsze.
Ostatnie rozdziały są psychologicznym nokautem.Czułam dyskomfort.Czułam, że obserwuję moment, w którym ofiara przestaje być jednoznaczna.
Seria Marty Cyrkiel działa podobnie jak historia o Brudnym – nie dlatego, że epatuje brutalnością, ale dlatego, że wchodzi głęboko w psychikę.Tu zło nie jest tylko czynem.Zło jest procesem.
„Kierunkowy do piekła” i „Czyściec” to nie są książki, które się czyta i odkłada.One zostają.Bo każą zadać sobie pytanie:czy każdy z nas, wystarczająco złamany, mógłby kiedyś spojrzeć w tę samą stronę?
⭐Dla mnie to było 11/10.
Nie dlatego, że było krwawo.Dlatego, że było psychologicznie niewygodnie.

Dodaj komentarz