Obietnica adrenaliny, a dostałam chaos myśli…

Współpraca recenzencka.

Sięgając po „Trapped in a lie” Katarzyny Zięciny, spodziewałam się historii pełnej emocji, adrenaliny i klimatu nielegalnych wyścigów. Opis zapowiadał połączenie miłości i świata, który rządzi się własnymi, brutalnymi zasadami. Niestety… finalnie czuję spory niedosyt.

Największym rozczarowaniem okazał się dla mnie wątek wyścigów, który w moim odczuciu został jedynie zarysowany. Liczyłam na więcej akcji, napięcia i klimatu tej nielegalnej, niebezpiecznej rzeczywistości, a zamiast tego dostałam głównie przemyślenia głównej bohaterki.

Kate to postać, która momentami bardziej przypominała mi narratora poradnika terapeutycznego niż bohaterkę powieści. Ilość „złotych myśli” była dla mnie po prostu zbyt duża, przez co historia traciła tempo i zaczynała nużyć.

Również wątek romantyczny nie do końca mnie przekonał. Relacja Kate i Toma rozwija się w ekspresowym tempie – poznają się w barze, zamieniają kilka słów, a chwilę później mamy już bliskość i wielkie emocje. Dla mnie zabrakło tu naturalności i budowania napięcia, które sprawiłoby, że czytelnik naprawdę uwierzy w tę relację.

Postacie, choć mają potencjał, nie zostały według mnie wystarczająco dopracowane. Brakowało mi głębi, większego rozwinięcia i momentów, które pozwoliłyby lepiej ich zrozumieć.

Nie uważam jednak, że jest to książka tragiczna. Ma w sobie pomysł i pewien klimat, który mógłby naprawdę dobrze wybrzmieć, gdyby większy nacisk został położony na akcję i świat wyścigów, a mniejszy na nadmiar refleksji.

Jestem szczerym recenzentem i w tym przypadku czuję, że potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Gdyby proporcje były inne, moja ocena byłaby zdecydowanie wyższa.

⭐ Moja ocena 6/10

Komentarze

Dodaj komentarz