Kategoria: Współpraca recenzencka

  • Obietnica adrenaliny, a dostałam chaos myśli…

    Współpraca recenzencka.

    Sięgając po „Trapped in a lie” Katarzyny Zięciny, spodziewałam się historii pełnej emocji, adrenaliny i klimatu nielegalnych wyścigów. Opis zapowiadał połączenie miłości i świata, który rządzi się własnymi, brutalnymi zasadami. Niestety… finalnie czuję spory niedosyt.

    Największym rozczarowaniem okazał się dla mnie wątek wyścigów, który w moim odczuciu został jedynie zarysowany. Liczyłam na więcej akcji, napięcia i klimatu tej nielegalnej, niebezpiecznej rzeczywistości, a zamiast tego dostałam głównie przemyślenia głównej bohaterki.

    Kate to postać, która momentami bardziej przypominała mi narratora poradnika terapeutycznego niż bohaterkę powieści. Ilość „złotych myśli” była dla mnie po prostu zbyt duża, przez co historia traciła tempo i zaczynała nużyć.

    Również wątek romantyczny nie do końca mnie przekonał. Relacja Kate i Toma rozwija się w ekspresowym tempie – poznają się w barze, zamieniają kilka słów, a chwilę później mamy już bliskość i wielkie emocje. Dla mnie zabrakło tu naturalności i budowania napięcia, które sprawiłoby, że czytelnik naprawdę uwierzy w tę relację.

    Postacie, choć mają potencjał, nie zostały według mnie wystarczająco dopracowane. Brakowało mi głębi, większego rozwinięcia i momentów, które pozwoliłyby lepiej ich zrozumieć.

    Nie uważam jednak, że jest to książka tragiczna. Ma w sobie pomysł i pewien klimat, który mógłby naprawdę dobrze wybrzmieć, gdyby większy nacisk został położony na akcję i świat wyścigów, a mniejszy na nadmiar refleksji.

    Jestem szczerym recenzentem i w tym przypadku czuję, że potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Gdyby proporcje były inne, moja ocena byłaby zdecydowanie wyższa.

    ⭐ Moja ocena 6/10

  • Książki, które wkrótce pojawią się na Śladzie Emocji

    Na mojej półce pojawiło się ostatnio kilka bardzo ciekawych historii 📚

    W najbliższym czasie na profilu Ślad Emocji pojawią się recenzje tych książek. Każda z nich zapowiada się zupełnie inaczej – od mrocznej historii, przez fantasy, aż po thriller i romans.

    Jestem bardzo ciekawa, która z tych opowieści zrobi na mnie największe wrażenie.

    Dajcie znać w komentarzu:którą z tych książek chcielibyście zobaczyć na profilu jako pierwszą?

  • Gdy ofiara zaczyna patrzeć w stronę mroku – o „Kierunkowym do piekła” i „Czyśćcu”

    Nie rozsadził mnie kanibalizm.Nie scena delektowania się ludzkim mięsem.Nie podniecenie bólem.

    Rozsadziło mnie to, że Natalia Zawisza – dziewczyna, która pięć lat wcześniej została porwana i w akcie desperacji zabiła swojego oprawcę – zaczyna fascynować się kolejnym potworem.

    Pan X nie jest przerażający dlatego, że je ludzkie mięso.On jest przerażający, bo potrafi wejść w psychikę swojej ofiary.

    A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Natalia – widząc wszystko, doświadczając wszystkiego – nie odwraca się.Ona zostaje.Ona patrzy.Ona zaczyna czuć coś, czego nie powinna.

    W „Dziewczynie z kalendarza” Sebastiana Fitzka padło zdanie, które wróciło do mnie jak echo: ofiary w pewnym momencie zaczynają szukać ujścia swoim traumom w ten sam sposób co ich oprawca. Czasem sami stają się oprawcami.

    I tutaj to widać.

    Trauma Natalii nie znika. Ona mutuje.Przybiera nową formę.Próbuje odnaleźć sens w chaosie.

    Jej fascynacja Panem X nie jest romantyzacją zła.To jest mechanizm.To próba przejęcia kontroli nad tym, co kiedyś ją zniszczyło.

    I właśnie to było dla mnie najmocniejsze.

    Ostatnie rozdziały są psychologicznym nokautem.Czułam dyskomfort.Czułam, że obserwuję moment, w którym ofiara przestaje być jednoznaczna.

    Seria Marty Cyrkiel działa podobnie jak historia o Brudnym – nie dlatego, że epatuje brutalnością, ale dlatego, że wchodzi głęboko w psychikę.Tu zło nie jest tylko czynem.Zło jest procesem.

    „Kierunkowy do piekła” i „Czyściec” to nie są książki, które się czyta i odkłada.One zostają.Bo każą zadać sobie pytanie:czy każdy z nas, wystarczająco złamany, mógłby kiedyś spojrzeć w tę samą stronę?

    ⭐Dla mnie to było 11/10.

    Nie dlatego, że było krwawo.Dlatego, że było psychologicznie niewygodnie.

  • „Trzy ćwierci do śmierci” – kiedy młodość spotyka granicę życia

    Są książki, które czyta się jednym tchem, i są takie, które czyta się w swoim tempie – nie dlatego, że są trudne, ale dlatego, że wymagają zatrzymania. „Trzy ćwierci do śmierci” należy właśnie do tej drugiej kategorii. To historia, która nie pędzi, ale towarzyszy. Pozwala wejść w świat bohaterki spokojnie, stopniowo, z przestrzenią na emocje.

    Taida to postać, którą trudno zostawić obojętnie. Podobała mi się jej determinacja, jej wola życia i to, że mimo młodego wieku potrafi patrzeć na świat z dojrzałością, która momentami zaskakuje. To bohaterka, która nie jest papierowa – czuje, przeżywa, popełnia błędy, ale też uczy się na nich. Właśnie ta mieszanka wrażliwości i siły najbardziej mnie poruszyła.

    Klimat powieści jest lekko młodzieżowy, ale napisany w sposób, który nie infantylizuje czytelnika. To duży plus. Choć jestem już na etapie, w którym inaczej patrzę na literaturę i oczekuję czegoś więcej niż tylko dynamicznej akcji, tutaj czułam, że autorka traktuje odbiorcę poważnie. Nawet jeśli fabuła kierowana jest głównie do młodszych czytelników, język i sposób prowadzenia narracji są przemyślane i dojrzałe.

    Nie zabrakło zwrotów akcji, subtelnego humoru i momentów lżejszych, które równoważyły poważniejsze wątki. Przyjemnie się tę historię czytało – płynnie, naturalnie, bez zbędnego przeciążenia. Były jednak momenty, w których miałam wrażenie, że niektóre wątki kończą się zbyt szybko. Jakby emocje dopiero zaczynały wybrzmiewać, a już przechodziliśmy dalej. Chciałabym czasem zostać w niektórych scenach odrobinę dłużej.

    Mimo tego zakończenie wywołało u mnie uśmiech. I co ważne – zostawiło mnie z ciekawością. Chcę wiedzieć, co dalej z Taidą. To zawsze dla mnie dobry znak. Jeśli po ostatniej stronie pojawia się myśl: „a co będzie dalej?”, znaczy to, że historia spełniła swoje zadanie.

    „Trzy ćwierci do śmierci” to książka, która łączy młodzieńczą energię z dojrzałym podejściem do emocji. Może nie jest historią, która wstrząśnie czytelnikiem do głębi, ale jest opowieścią ciepłą, momentami poruszającą i napisaną z wyczuciem. Dla młodszych odbiorców będzie bardzo dobrą lekturą, dla starszych – przyjemnym powrotem do intensywności pierwszych przeżyć.

    ⭐Moja ocena: 8/10.

    Współpraca z autorką.